Poseł koalicji jest wściekły na rząd Tuska. "Potraktowali Kraków jak spółkę Skarbu Państwa"
Wirtualna Polska podała w poniedziałek, że poseł Rafał Komarewicz rozważa odejście z klubu Centrum. Co więcej, polityk może przejść do "jednego z konserwatywnych stowarzyszeń, które ma swoich przedstawicieli w Sejmie". Jednak decyzja w tej sprawie jeszcze nie zapadła. Komarewicz mógłby też zostać posłem niezrzeszonym.
Polityk nie kryje rozczarowania sytuacją w Krakowie i wprost mówi, że Aleksander Miszalski był złym prezydentem miasta. – Kraków został potraktowany przez KO jak kolejne ministerstwo czy spółka Skarbu Państwa, w której można załatwić pracę kolesiom, rozdać stołki, zgodnie z myśleniem: "jakoś przetrwamy". I to pociągnęło za sobą konsekwencje polityczne – mówi poseł w rozmowie z WP.pl.
Jego zdaniem ta sytuacja może uderzyć w całą koalicję. Komarewicz wprost wskazuje, że politycy rządzącej koalicji "markują", że coś robią, a cała działalność jest podyktowana walce politycznej.
– Myślałem, że jesteśmy koalicją, która ma działać dla Polaków. Że jest chęć, żeby prowadzić sprawy do przodu. Coraz częściej widzę jednak, że w koalicji najważniejsza jest sama władza i walka polityczna z PiS-em i prezydentem. A nie to, żeby w Polsce – i Polakom – było lepiej. Koalicja coś obiecuje, licząc, że wyborcy szybko zapomną. I tak to się kręci – przyznaje.
Powrót ciepłej wody w kranie
Jako przykład markowania działań wskazuje brak prac nad wprowadzeniem opłaty turystycznej, którą koalicja obiecywała. Poseł podnosi też brak pełnomocnika ds. hutnictwa, albo brak wprowadzonego pakietu dla klasy średniej.
– Mamy rozwiązania dla milionów Polaków. I nie mogę, jako przewodniczący sejmowej komisji gospodarki, nawet doprosić się o spotkanie z ministrem finansów w tej sprawie. Od kilku miesięcy. Nie ma żadnej odpowiedzi. No więc moja cierpliwość się kończy. Bo ile można to firmować? – mówi w rozmowie z WP.
Komarewicz zarzuca rządowi, że powrócił do polityki ciepłej wody w kranie. – Koalicja boi się dotykać ważnych problemów. Dlatego się za nie nie bierze. Wiadomo, że gdy się rządzi, to nie wszyscy są zadowoleni. Ale trzeba znaleźć taki mechanizm, żeby to ta większość była zadowolona i miała z tego korzyści – ocenia.